Snow Leopard

Z niecierpliwością oczekiwałem na premierą nowego systemu operacyjnego w wydaniu Apple.

I w końcu się doczekałem. Apple bardzo miło wszystkich zaskoczyło przyspieszeniem daty premiery – miała się odbyć we wrześniu, tymczasem odbyła się 28 sierpnia.
Kolejne pozytywne zaskoczenie zaserwował nam polski dystrybutor – system pojawił się już w dniu światowej premiery (tego mogliśmy się akurat spodziewać pamiętając premierę Leoparda) i w w bardzo przystępnej cenie (Upgrade z Leoparda za 129 PLN). Przyzwyczailiśmy się już do dość specyficznego przelicznika Apple (79$ = 79€ = 419 PLN).

snow leopard Snow Leopard

Sam system to bardzo dobre posunięcie ze strony Apple. Wizualnie to tylko lekka kosmetyka (np. animacja przechodzenia w Spaces), funkcjonalnie dopracowanie i tak już dobrych rozwiązań (np. powiększanie ikon/podglądu w Finderze działa teraz na każdym poziomie, Exposé zostało zintegrowane z Dock’iem przez co możemy dodatkowo filtrować podglądane okna aplikacji). Najwięcej zmieniło się w temacie wydajności. Nie spodziewałem się, że różnica będzie w tak dużym stopniu zauważalna. Świetnym przykładem jest Mail, w którym po uruchomieniu musiałem sporo odczekać na załadowanie wiadomości, nie mówiąc już o kliknięciu na “pocztę śmieciową”, w której mam tysiące nieprzeczytanych wiadomości. Teraz nie mam takiego problemu. Wiadomości ładują się błyskawicznie, aplikacja nie zamula.

Jeżeli chodzi o kompatybilność z aplikacjami to póki co nie doświadczyłem żadnych problemów za wyjątkiem Logitech Control Center do obsługi myszki, które to musiałem zainstalować ręcznie (wersja 3.0) i przenieść Exposé z Narzędzi do folderu głównego aplikacji, aby mogło być wywoływane przyciskiem myszy (poza tym mysz działa identycznie jak na Leopardzie – czyli nie do końca dobrze).

Powiązane wpisy:

Tagi

, , , ,

komentarze

skomentuj

Brak komentarzy.

dodaj komentarz